|
W czasach PRL-u niektórzy ludzie kradli mydło i papier toaletowy ze służbowych łazienek… i szybko się z tego rozgrzeszali, tłumacząc brakiem tych towarów w sklepach. Czasy się zmieniły, papieru toaletowego i mydła w sklepach jest pod dostatkiem, jednak problem nieuczciwości w miejscu pracy pozostał. I dotyczy on nie tylko znikających artykułów kosmetyczno-sanitarnych.
Wydawać by się mogło, że w czasie kryzysu i bezrobocia ludzie bardziej szanują pracę i nie dają okazji do zwolnień. Tak mi się przynajmniej wydawało na pierwszy rzut oka! Dlatego bardzo zaskoczyły mnie opublikowane niedawno wyniki badań na temat uczciwości polskich pracowników, przeprowadzone przez firmę Euler Hermes, zajmującą się ubezpieczeniami należności i windykacji. Z ankiet wynika, że blisko 90 procent firm działających w naszym kraju, przynajmniej raz w ostatnich dwóch latach doświadczyło nadużyć ze strony zatrudnionych tam ludzi. To dane za 2009 rok, bowiem w 2008 roku nadużycia pracowników były problemem jedynie w połowie ankietowanych firm. Straty w wyniku kradzieży najczęściej nie przekraczają 50 tysięcy złotych (36 proc. ujawnionych przypadków), najrzadziej dochodzi do zagarnięcia mienia o wartości powyżej 200 tysięcy złotych (14 proc. przypadków).
Okazuje się, że prowadząc jakąkolwiek działalność gospodarczą trzeba obawiać się nie tylko rynkowej konkurencji, ale również… własnych pracowników. W ankiecie przeprowadzonej przed kilkoma miesiącami przez jeden z portali internetowych (wzięło w niej udział prawie 7 tysięcy internautów) ponad 60 procent badanych zadeklarowało nielojalność wobec swojego pracodawcy. Nic dziwnego, że w tej sytuacji oddany swojej firmie pracownik to wielki skarb, o którego warto się troszczyć.
Do nadużyć dochodzi praktycznie we wszystkich branżach, a największymi „grzechami” pracowników są kradzieże, oszustwa oraz przywłaszczanie przedmiotów, które są własnością pracodawcy. Z analiz wynika, że działami najbardziej narażonymi na nadużycia są piony sprzedaży, zaopatrzenia, księgowość oraz informatyka. Na próbach oszustwa łapie się pracowników wszystkich szczebli: od podstawowego personelu, a na kadrze zarządzającej skończywszy. Szczególnie bolesne są przypadki dokonywane przez tych ostatnich, bo przestępstw dopuszczają się ludzie, którzy z racji sprawowanych funkcji obdarzani są dużym zaufaniem. Ci ludzie z reguły najlepiej znają firmę „od środka”, wiedzą o jej słabych stronach, ewentualnych brakach w zabezpieczeniach, niedoskonałościach systemów kontroli… i bezwzględnie to wykorzystują! To, co musi bardzo niepokoić, to panujące w Polsce społeczne przyzwolenie na nieuczciwość w miejscu pracy, którą niektórzy – nie wiadomo czemu – nazywają cwaniactwem i życiową zaradnością
Nieuczciwość pracowników ma różne oblicza. Najprostszą i o najdłuższej „tradycji” są zwykłe kradzieże mienia firmowego. Chyba najmocniej zjawisko to widać w wielkich sieciach handlowych. Przygotowany jesienią ubiegłego roku „Światowy Raport o Kradzieży w Handlu Detalicznym” szacuje straty super i hipermarketów z tego powodu na 84 miliardy euro! Sprawcami największych strat są klienci wynoszący towar ze sklepu bez płacenia (42,5 proc. przypadków, wartość strat 35,8 mld euro); drugą znaczącą grupą przyczyniającą się do strat są nieuczciwi pracownicy (35,5, proc. odnotowanych przypadków). Skradzione przez nich towary i pieniądze brytyjscy analitycy obliczyli na 29,8 miliarda euro. Jak jednak podkreślają autorzy raportu, o wiele łatwiej zdemaskować nieuczciwego klienta niż nieuczciwego pracownika. Na tego pierwszego zwracają uwagę ochroniarze i systemy zapobiegające kradzieżom, ten drugi zna te wszystkie procedury i łatwiej mu zamaskować dowody przestępczej działalności.
Coraz większym problemem stają się kradzieże poufnych informacji i przekazywanie ich konkurencji. Kroniki policyjne odnotowują coraz więcej takich zdarzeń. Szczególnie drastyczne są przypadki, kiedy zwalniani pracownicy próbują „sprzedać” całą posiadaną wiedzę konkurencyjnej firmie. Takie działanie w skrajnych przypadkach może doprowadzić do bankructwa byłego pracodawcy albo olbrzymich strat. Jednym z bardziej spektakularnych przypadków była firma produkująca sprzęt dla przemysłu ciężkiego, w której po odejściu grupy pracowników na rynku pojawiły się produkty tańsze prawie o połowę. Jak się okazało, przed zwolnieniem przekopiowali z firmowych serwerów wiele bezcennych projektów. Spowodowane przez nich straty oszacowano na 300 milionów złotych.
Specjaliści z firm konsultingowych twierdzą, że – jak na razie – nie widać oznak przełomu w walce z nadużyciami w firmach. A przecież oprócz typowych działań przestępczych pracownicy dopuszczają się na co dzień drobniejszych przewinień. Prywatne rozmowy ze służbowych telefonów, „lewe” zwolnienia lekarskie, korzystanie z firmowego samochodu do celów prywatnych, wysyłanie prywatnych przesyłek na koszt firmy… tę listę można by jeszcze długo ciągnąć. Dlatego – szczególnie duże firmy – kładą coraz większy nacisk na kontrolę pracowników. Wydatki te, stosunkowo szybko, zwracają się z nawiązką.
Może się to wydać dziwne, ale pracodawcy stosunkowo rzadko zgłaszają ujawnione przypadki nadużyć organom ścigania (rzecz jasna nie dotyczy to kradzieży mienia na wielką skalę, czy strat liczonych w dziesiątkach tysięcy złotych). Dla niektórych jedyną karą jest zwolnienie z pracy i – ewentualnie – częściowy zwrot pieniędzy. Z czego wynika taka polityka? Właściciele firm często wolą pogodzić się z małą stratą lub mniejszym zyskiem, niż ujawniać fakty, które stawiałyby ich przedsiębiorstwo w złym świetle. Straty finansowe bywają tematem tabu aby nie niepokoić akcjonariuszy, biznesowych kontrahentów czy wreszcie klientów.
Problem nieuczciwych pracowników mocniej daje się we znaki w czasach kryzysu gospodarczego. Pracodawcy w tym czasie częściej dokonują obniżek płac, skracają czas pracy, dokonują zwolnień, zamiast etatów proponują umowy-zlecenia i zwiększają wymagania wobec tych, którzy pozostali. Nie można wykluczyć, że to wpływa na obniżenie morale załogi, a co bardziej „zaradni” – próbują zrekompensować sobie spadek dochodów w nielegalny sposób. Inni „rozgrzeszają” się tkwiąc w przekonaniu, że wielu właścicieli firm to obrotni cwaniaczkowie, którzy tylko myślą o tym, jak maksymalnie wykorzystać pracowników. Niestety, dużo w tym prawdy. Kombinują i pracodawcy, i pracownicy. Pozornie to błędne koło… ale rzeczy trzeba nazywać po imieniu: złodziejstwo jest złodziejstwem, nieuczciwość jest nieuczciwością, kradzież jest kradzieżą. Nawet jeśli dotyczy paczki kawy z pokoju socjalnego czy ryzy papieru do kserokopiarki. Dla takich zachowań nie ma żadnego wytłumaczenia!
Krzysztof Kilijanek,detektyw''
|