Home Przestępczość Dziesięć procent pociągów jeżdżących po Polsce jest celem złodziei
Dziesięć procent pociągów jeżdżących po Polsce jest celem złodziei PDF Drukuj Email
Wpisany przez Administrator   
piątek, 07 maja 2010 10:17

Najbardziej niebezpieczne trasy to linie podmiejskie: z Warszawy do Tłuszcza, Małkini Górnej, Otwocka, Łowicza, Nasielska, Działdowa i Radomia; kolejka kursująca w Trójmieście; jeżdżące na krótkich trasach pociągi z Wrocławia, Krakowa i Szczecina. Pasażerowie podróżujący pociągami dalekobieżnymi najbardziej muszą uważać na trasach z Poznania do Konina, z Warszawy do Białegostoku, Terespola i Lublina, z Przemyśla do Krakowa, z Katowic do Wrocławia i ze Szczecina do Poznania. Złodzieje grasują także w pociągach międzynarodowych. Na pociągi z Polski bandyci (Polacy, Czesi, Romowie i Ukraińcy) czatują na przykład tuż za czeską granicą. - To, co tam się dzieje, przypomina westerny - opowiada Anna Rosiak z PKP InterCity. Przestępcy skaczą na dachy wagonów podczas jazdy i wyważają ostatnie drzwi składu. Obezwładniają konduktorów, wdzierają się do przedziałów i okradają pasażerów.

Kolejarze z o.o.

W pociągu z Radomia do Warszawy uzbrojeni w noże bandyci napadli niedawno dwóch piętnastolatków. Zrabowali im telefony komórkowe i dżinsowe bluzy. W okolicach Częstochowy, w pociągu relacji Olsztyn - Zakopane, złodzieje okradli 64-letniego mieszkańca Iławy - zabrali mu pieniądze i dokumenty. W Trzebini, w pociągu jadącym z Wrocławia do Przemyśla, ograbiono dwóch Kazachów. Uzbrojeni przestępcy pozbawili ich tysiąca dolarów. Niedaleko Suchej Beskidzkiej, w pociągu z Krakowa do Zakopanego, bandyci zaatakowali mieszkańca Pabianic. Mężczyzna został obezwładniony gazem łzawiącym i pobity kijem bejsbolowym, a potem okradziony z 3 tys. zł. Ciężkich obrażeń doznał pasażer pociągu z Lublina do Parczewa. Bandyci najpierw go pobili, potem zabrali mu portfel, zegarek i obrączkę, a następnie wyrzucili z pociągu. W lipcu 2002 r. trzech Koreańczyków jechało nocnym pociągiem z Pragi do Warszawy. Już w Polsce zostali uśpieni gazem. Gdy się ocknęli, stwierdzili, że zniknęły ich bagaże, w których mieli m.in. komputery i sprzęt fotograficzny oraz portfele i dokumenty. Straty oszacowali na 30 tys. zł.

Niedawno udało się skazać trzech złodziei z Warszawy - Patryka K., Marcina S. i Rafała L., napadających na pasażerów pociągów podmiejskich. Jedną z ich ofiar był policjant, któremu w pobliżu dworca na Ochocie zrabowali telefon, zegarek i pieniądze. Sąd skazał ich na trzy lata więzienia. Stołeczny sąd wymierzył też wyrok sześciu i pół roku pozbawienia wolności Władysławowi S., który dowodził kilkunastoosobową bandą rabującą pasażerów pociągów z Moskwy do Brukseli. Uzbrojeni przestępcy okradali podróżnych, grożąc im przestrzeleniem nóg, a nawet śmiercią.

Wielu bandytów nie udaje się ująć, bo pomagają im pracownicy PKP. Obecnie toczy się kilka śledztw przeciwko załogom pociągów współdziałającym z bandytami. Najbliżej finału jest postępowanie prowadzone przez policję i prokuraturę w Gdańsku. - O współpracę z grupą kieszonkowców grasujących w pociągach podejrzewany jest konduktor - mówi młodszy aspirant Marta Grzegorowska z Komendy Miejskiej Policji w Gdańsku. Konduktor wpadł, gdy pomylił policjantów ze złodziejami. Dwóch ubranych po cywilnemu funkcjonariuszy, którzy wsiadali do pociągu, wziął za członków złodziejskiej szajki i zaczął im opowiadać o tym, co wiozą pasażerowie. Kielce kontra Białystok kontra Koluszki

Wspomniany konduktor z Gdańska współpracował z tzw. grupą kielecką, jednym z największych w kraju gangów kieszonkowców grasujących w pociągach. Ponaddwudziestoosobowa szajka, która działa od ponad 5 lat, ma na koncie kilkaset napadów i kradzieży na trasach kolejowych w całym kraju - najwięcej w okolicach Warszawy, Krakowa, Radomia, Gdańska i Bydgoszczy. Drugą dużą bandą współdziałającą z pracownikami kolei jest tzw. grupa białostocka. Grupy kielecka i białostocka nie konkurują z sobą, bo podzieliły się strefami wpływów. Grupa białostocka okrada przede wszystkim pasażerów w pociągach międzynarodowych kursujących do Grodna, Moskwy, Lwowa i Kijowa. Na linie opanowane dotychczas przez złodziei z Kielc i Białegostoku wchodzi obecnie kolejna szajka, nazywana przez policję grupą koluszkowską. Jej członkowie grasują teraz w pociągach podmiejskich w okolicach Łodzi, Warszawy i Gdańska. Celem bandytów są też pociągi jadące z Warszawy i Łodzi na Mazury (zaczynają one kursować w czerwcu). - Już w ubiegłym roku złodzieje z Koluszek okradali pasażerów sezonowych pociągów z Łodzi do Ełku. W tym roku spodziewamy się nowej fali napadów - mówi Henryk Borkowski, komendant oddziału rejonowego Straży Ochrony Kolei w Tłuszczu.

Reporterzy "Wprost" towarzyszyli funkcjonariuszom z Tłuszcza na kilku najbardziej niebezpiecznych liniach w Polsce, między innymi na trasie z Warszawy Wileńskiej do Małkini Górnej. W dni powszednie (zwłaszcza w piątki) wieczorem pociągami kursującymi na tej linii wracają z pracy w Warszawie mieszkańcy podstołecznych miejscowości. Między Ząbkami a Tłuszczem na każdej stacji do wagonów wsiada trzy-, czteroosobowa grupa złodziei. Ich ofiarami są najczęściej śpiący, pijani mężczyźni, a także kobiety z dziećmi.

W kursujących po Polsce pociągach pasażerskich popełniono w ubiegłym roku prawie 6 tys. przestępstw, lecz tylko 8 proc. z nich zgłoszono policji bądź funkcjonariuszom Straży Ochrony Kolei (SOK). Powód jest prosty. Kolejowych przestępców jest tak wielu, że pasażerowie - zwłaszcza ci, którzy jeżdżą pociągiem codziennie - boją się zeznawać przeciwko bandytom. Jeśli nawet uda się aresztować kilku złodziei, to oskarżająca ich osoba następnego dnia może zostać okradziona bądź wyrzucona z pociągu przez ich kompanów.

Nocny pociąg z Brześcia do Szczecina. Jeżeli pasażer wsiada na przykład na stacji w Kutnie, może trafić do przedziału, w którym siedzą sami złodzieje. Jeśli będzie dość przezorny, by nie dać się namówić na wspólne picie alkoholu (najczęściej z rozpuszczonym w nim silnym środkiem nasennym lub lekiem psychotropowym), może zostać uśpiony gazem lub po prostu obezwładniony. Gdy znajdzie pusty przedział, złodzieje i tak się do niego dosiądą. Najczęściej wiedzą, kto może mieć coś cennego, bo współpracujący z przestępcami konduktorzy lustrują bagaż i jego oznakowanie (na przykład metki linii lotniczych), a często też wypytują podróżnych, skąd wracają. Jeżeli nawet złodzieje nie wsiądą na stacji, pasażerowie nie mają zagwarantowanego bezpieczeństwa. Współpracująca z przestępcami załoga pociągu zatrzymuje skład w umówionym miejscu, a bandyci wskakują do wagonów.

Lotne brygady

Nad bezpieczeństwem pociągów czuwa ponad trzy tysiące sokistów. Wspomagają ich policjanci i żołnierze żandarmerii wojskowej. Policjanci bardzo rzadko pojawiają się jednak w pociągach ekspresowych i pospiesznych (gdzie najczęściej okrada się pasażerów). - Taka sytuacja jest sprzeczna z prawem przewozowym, które zobowiązuje przewoźników do zapewnienia podróżnym odpowiednich warunków bezpieczeństwa - mówi Stanisław Trociuk, zastępca rzecznika praw obywatelskich. Dopiero od 6 czerwca policjanci po cywilnemu jeżdżą najbardziej niebezpiecznymi pociągami (wynika to z porozumienia PKP z MSWiA).

Skok na 100 milionów

Spółka PKP Cargo, specjalizująca się w przewozach towarowych, jest jedyną firmą na kolei, która przynosi zyski. Większość z nich (65 proc.) przeznacza na odszkodowania za skradzione towary. W ubiegłym roku spółka wypłaciła 17 mln zł odszkodowań. Rzeczywiste straty są znacznie wyższe, bo ponad połowa poszkodowanych nie zgłasza kradzieży (często dlatego, że przewożony towar różni się od widniejącego w deklaracjach celnych). Prawdziwa wartość kradzionego mienia może więc sięgać nawet 100 mln zł.

W 2002 r. wartość skradzionych towarów wzrosła o 50 proc. w stosunku do roku 2001. Ponad połowę odszkodowań zapłacono za skradziony węgiel. Ginie on głównie na Śląsku, najwięcej w okolicach Jaworzna, Rybnika i Tarnowskich Gór. Kradzieżą zajmują się zorganizowane grupy. Przestępcy zatrzymują pociąg, podrzucając na torach przeszkodę, a gdy skład zwolni – otwierają wagony. Węgiel wysypuje się na tory, w pobliżu których czatują "zbieracze" z workami. Ze złodziejami często współdziałają pracownicy kolei. Najbardziej opłacalne są kradzieże sprzętu radiowo-telewizyjnego i artykułów gospodarstwa domowego. W Żyrardowie skradziono pralki automatyczne. W Rzepinie zabrano 28 poduszek bezpieczeństwa z volkswagenów przewożonych z montowni w Poznaniu. W Warszawie zrabowano z kolei prawie osiem ton kawy Robusta, zaś w Oświęcimiu przestępcy dobrali się do składu, którym przewożono płyn do prania Lenor. Złodzieje masowo kradną też szyny, przewody trakcji i urządzenia sterujące systemami bezpieczeństwa. Łatwo można je sprzedać, bo zawierają metale kolorowe.

Autor: Grzegorz Pawelczyk, Piotr Kudzia ,,WPROST’’

Poprawiony: wtorek, 25 maja 2010 18:29
 
Copyright © 2012 www.mojebezpieczenstwo.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone.
 

Ankieta

Czy czujesz się bezpiecznie w swoim kraju?
 
Reklama
Reklama